Ilustracja do artykułu: Czterokrotny mistrz świata trenerem w kadrze Polski

Czterokrotny mistrz świata trenerem w kadrze Polski

30-03-2026

Michał Grzesiak jest czterokrotnym mistrzem świata w kickboxingu w formule kick-light w kategorii do 94 kg. Ma na swoim koncie trzy tytuły mistrza Europy, zwycięstwa w Pucharze Świata, a także dziesięć razy z rzędu zdobywał mistrzostwo Polski. Będąc na absolutnym topie zdecydował się zakończyć sportową karierę. Nie zamierza jednak usiąść na kanapie z pilotem od telewizora w ręce. Będzie nadal prowadził swój klub Respect Team Ostrów i szkolił następców. Będzie również pracował z najlepszymi w reprezentacji, został, bowiem asystentem trenera kadry narodowej w kickboxingu w formule kick-light.

- Zakończyłem karierę sportową na swoich zasadach – mówi.

Poprosiliśmy czterokrotnego mistrza świata Michała Grzesiaka o rozmowę.

Jest Pan jednym z najbardziej utytułowanych zawodników polskiego kickboxingu. Cztery razy zostawał Pan mistrzem świata w kat. 94 kg w formule Kick Light.  Co czuje sportowiec, gdy po raz czwarty zostaje mistrzem świata?

- Za każdym razem czuję dumę. Taką samą, kiedy zdobyłem złoto pierwszy raz i po raz czwarty. Jest to uczucie nie do opisania, kiedy grają hymn Polski. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem doświadczać tego wielokrotnie. Poczucie, że zdobyło się medal dla Polski zawsze było dla mnie największym zaszczytem.

Czy nadal jest Pan ,,głodny’’ kolejnych wielkich sukcesów, czyli kolejnych mistrzowskich tytułów?

- Myślę, że ,,głodny’’ będę zawsze, ponieważ nie jest tak łatwo odsunąć tak wielką pasję gdzieś na bok. Jednak teraz będę się spełniał w roli trenera i pomagał młodzieży spełniać ich marzenia.

Czy teraz, gdy osiągnął Pan w tym sporcie tak wiele, nic nie musi Pan nikomu już udowadniać, ma Pan w sobie równie dużo motywacji, co kiedyś, by przygotować się do kolejnych wyzwań?

- Motywacji nigdy mi nie brakuje i to do różnych zadań, które sobie stawiam. Jestem w tym sporcie zakorzeniony od około dwudziestu lat, ale ze względu na wiek i organizacje mojego czasu pracy powoli nastał czas, by stopować karierę sportową.

I tak się stało. Będąc na absolutnym topie zdecydował Pan, że kończy sportową karierę. Czy to była trudna decyzja?

- To była jedna z najtrudniejszych decyzji w moim sportowym życiu. Ale ze względu, że zdobyłem w sporcie już to, co zamierzałem, a chcę zająć się klubem, na który miałem ostatnio dość mało czasu, to zdecydowałem, że już chyba czas.

Otrzymał Pan propozycję pracy, jako asystent trenera kadry narodowej w formule kick-ligh. Czyli nadal będzie Pan blisko dyscypliny, którą Pan kocha.

- To, że dostałem taką propozycję przyczyniło się również do tego, że zrezygnowałem ze startów. To dla mnie nowy etap i fascynująca przygoda a szkoda byłoby nie spróbować. Cieszę się, że będę mógł być częścią tak wspaniałej drużyny.

Wróćmy może na chwilę jeszcze do początków Pańskiej kariery.  Skąd zainteresowania akurat tą dyscypliną sportu?

- Moje początki były dosyć zabawne i tak naprawdę na pierwszy trening poszedłem pod presją mojego przyjaciela. Ja broniłem się jak mogłem przed tą dyscypliną, ponieważ nie miałem nigdy zacięcia do tego typu rywalizacji. Na pierwszym treningu jednak okazało się, że nie najgorzej wychodzą mi kopnięcia i dzięki motywacji mojego ówczesnego trenera Piotra Frencla zacząłem pojawiać się na sali regularnie. Nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek opuścił trening nawet będąc chorym.

Nigdy nie chciał Pan zostać np. znanym piłkarzem, bo często to są właśnie największe marzenia chłopców?

- O byciu piłkarzem marzyłem, podobnie jak każdy młody chłopak na osiedlu i ku temu zawsze szły moje starania. Zawsze reprezentowałem szkołę w zawodach piłkarskich i grałem w B klasie, ale kickboxing tak mnie oczarował, że nie wyobrażałem sobie robić już nic innego.

Czy trudno było się wybić na wyżyny światowego kickboxingu z tak małego miasta, jakim jest Ostrów?

- Nie było łatwo. Na początku mieszałem amatorskie starty z walkami zawodowymi głównie za granicą: Estonia, Słowacja, Czechy. W dalszej przygodzie z kickboxingiem poznałem trenera Tomka Srokę, który wprowadził mnie w świat Polskiego Związku Kickboxingu. Tam poziom był naprawdę wysoki i wtedy zdałem sobie sprawę, co to znaczy ciężka praca. Stopniowo zdobywałem umiejętności, które pozwoliły mi zostać mistrzem, ale trwało to kilka dobrych lat w przeciągu, których dostawałem sporo lekcji w ringu od bardziej doświadczonych zawodników.

Pamięta Pan swoją pierwszą walkę? Co Pan wówczas czuł?

- Pierwszy mój występ na zawodach pamiętam jakby to było wczoraj. Były to mistrzostwa Polski OYAMA Full-contact w Koninie. Pierwszą walkę wygrałem na punkty, a w drugiej uległem na punkty aktualnemu wówczas mistrzowi Polski. Byłem wystraszony i nie miałem za bardzo pomysłu na walkę. Po prostu zjadł mnie stres w rywalizacji z tak doświadczonym zawodnikiem. Później emocje trochę opadły, górę wzięły nawyki wypracowane na sali z trenerem i to dzięki pracy z nim udało mi się wtedy zdobyć mój pierwszy, brązowy medal. Z walki o medal może i nie zapamiętałem za, wiele, ale pamiętam jedno, uczucie, kiedy moja ręka przy werdykcie powędrowała do góry. Było to uczucie dumy, euforii, ale i głębokiej pokory i szacunku do rywala. W tym momencie dopiero naprawdę uzależniłem się od tego sportu.

Czego nauczył się Pan w życiu uprawiając kickboxing?

- Nauczyłem się tak wielu rzeczy, że można by o tym zrobić osobny artykuł. Przede wszystkim pokory i szacunku - do trenera, do siebie, do rywali oraz do osób, z którymi trenowałem na sali. To bardzo ważne wartości. Wykształciły się we mnie cechy takie jak walka do końca - na ringu, treningu jak i w życiu codziennym - nawyk nie odpuszczania, radzenia sobie z życiem poza strefą komfortu i cierpliwość do problemów życia codziennego. Potrafiłem radzić sobie lepiej ze swoimi emocjami i okiełznać złość, jeśli coś nie wychodziło. Poza tym i przede wszystkim poznałem masę pozytywnych ludzi i przyjaciół, którzy są ze mną do dzisiaj.

Jakie dałby Pan rady młodym ludziom, którym marzy się podobna kariera do Pańskiej?

- Rad jest wiele, ale przede wszystkim ta najważniejsza - nie chodzenie na skróty i ciężka praca. Wiem, że jest wiele pokus i udogodnień, ale nic nie zastąpi nam konsekwencji i wytrwałości.

Czy jest to sport dla każdego?

- Jest to sport zarówno dla osób chcących walczyć zawodowo jak i wspaniała przygoda w formie rekreacyjnej. Myślę, więc, że jak najbardziej jest to sport dla każdego. Przekonuje się o tym codziennie prowadząc zajęcia, bo wachlarz ludzi trenujących jest naprawdę szeroki.

Jakie ma Pan jeszcze marzenia związane ze sportem?

- Obecnie moje największe marzenie, to pomagać młodym ludziom i zaszczepiać w nich wartości, które mnie tak mocno ukształtowały. Chciałbym być zapamiętany nie tylko, jako dobry zawodnik, ale i trener.

Na zakończenie może Pan powiedzieć, jakie swoje sukcesy ceni Pan sobie najbardziej i dlaczego?

- Pierwsze mistrzostwo Polski zapadło mi w pamięć najbardziej. Wtedy po wygranej walce finałowej pierwszy raz rozpłakałem się jak dziecko. Kolejny raz rozpłakałem się, kiedy zdobyłem mistrzostwo świata i myślę, że już więcej mi się to nie przytrafi.

 

 

 

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.x