Logotyp Urzędu Miejskiego w Ostrowie Wielkopolskim - Ostrów Wielkopolski Miasto z sercem

Kalendarz wydarzeń

Listopad
NdPnWtŚrCzPtSbNdPnWtŚrCzPtSbNdPnWtŚrCzPtSbNdPnWtŚrCzPtSbNdPn
123456789101112131415161718192021222324252627282930
Kino Komeda - repertuar 30.10. - 05.11.2020 r.
od 30-10-2020
do 05-11-2020
Rozwiń

KINO KOMEDA
30.10. - 05.11.2020

TAJEMNICZY OGRÓD - familijny, od 7 lat, Francja, Wielka Brytania, 100 min.
CZYŚCIEC - dramat, religijny, Polska, 93 min.
NUMER 32 - horror, Hiszpania, 105 min.
 
piątek 30.10.2020
Tajemniczy ogród - 16.00
Czyściec - 18.15
Numer 32 - 20.30
 
sobota 31.10.2020
Tajemniczy ogród - 16.00
Czyściec - 18.15
Numer 32 - 20.30
 
niedziela 01.11.2020
kino nieczynne
 
poniedziałek 02.11.2020
kino nieczynne
 
wtorek 05.11.2020
Czyściec - 15.30
Tajemniczy ogród - 17.30
Numer 32 - 20.00
 
środa 04.11.2020
Tajemniczy ogród - 16.30
Numer 32 - 19.00
 
czwartek 05.11.2020
Czyściec - 15.30
Tajemniczy ogród - 17.30
Numer 32 - 20.00

Plakat filmu Tajemniczy ogród

Plakat filmu Czyściec

Plakat filmu Numer 32

XVIII Ogólnopolski Konkurs Taneczny im. Aliny Janikowskiej...
08-11-2020
Rozwiń

XVIII Ogólnopolski Konkurs Taneczny im. Aliny Janikowskiej "Magia Tańca"

https://youtu.be/jb6hGVgY2n4

Transmisja online odbędzie się 08.11.2020 r.

Do przeglądu konkursowego zgłoszono 122 prezentacje (wideo), wykonane solo, w duetach, trio i grupach, w następujących stylach tanecznych: modern, jazz, taniec klasyczny i neoklasyczny oraz inne formy tańca.

Organizatorzy przewidują, że transmisja internetowa na kanele YouTube potrwa ok. 6 godzin.

Na zakończenie przeglądu, ogłoszone zostaną wyniki i przyznane nagrody.
Dyplomy, medale i puchary zostaną przesłane laureatom pocztą.

Więcej informacji o konkursie: www.konkursmagiatanca.pl



Plakat XVIII Ogólnopolskiego Konkursu Tanecznego

8. MAZEL TOV FESTIVAL | VIII Ogólnopolska Konferencja...
19-11-2020
Rozwiń

8. MAZEL TOV FESTIVAL | VIII Ogólnopolska Konferencja Naukowa | online

czwartek, 19.11.2020, godz. 10:00


VIII Ogólnopolska Konferencja Naukowa „Lokalna społeczność żydowska”

Współorganizatorem konferencji jest Uniwersytet Wrocławski (Instytut Studiów Klasycznych, Śródziemnomorskich i Orientalnych Uniwersytetu Wrocławskiego).

 
Link do konferencji:
https://teams.microsoft.com/l/meetup-join/19%3ameeting_NGQ1MTZkMjctM2JiMy00NDJhLWEzNDgtYjVkNGRmOTg2Zjg0%40thread.v2/0?context=%7b%22Tid%22%3a%222b71bef9-3b13-4432-b5f4-1f5ac2278d0c%22%2c%22Oid%22%3a%22dae7f605-3908-4a1a-9d3e-b04844e7f699%22%7d

PROGRAM
10.00-10.20 | Otwarcie obrad
10.20-10.40 | Krzysztof Bielawski (Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN): „Nawet umarłym nie dali spokoju”. Prezentacja książki Zagłada cmentarzy żydowskich
10.40-11.00 | prof. dr hab. Roman Dziergwa (UAM w Poznaniu): Żydowscy bohaterowie ‘ostrowskich’ powieści Leo Hirscha w poszukiwaniu tożsamości i powołania życiowego. Podróże kolejowe lat dwudziestych XX wieku jako wyjazdy migracyjne i odwiedziny stron rodzinnych w twórczości pisarza
11.00-11.20 | prof. UAM dr hab. Rafał Witkowski (UAM w Poznaniu): Gmina żydowska w Ostrowie w świetle prasy żydowskiej z przełomu XIX i XX w.
11.20-11.40 | Dyskusja

11.40-12.00 | dr Marek Tuszewicki (UJ): Instytucje dobroczynne i ich znaczenie dla lokalnych społeczności żydowskich – wokół badań nad starością
12.00-12.20 | dr Ewa Banasiewicz-Ossowska (UWr): Wrocławskie cmentarze żydowskie – miejsca (nie)znane. Wiedza i wyobrażenia młodych mieszkańców Wrocławia
12.20-12.40 | prof. dr hab. Krzysztof Tomasz Witczak (UŁ): Uczeń i nauczyciel. Jerzy Woronczak i Jakub Arie Fajner
12.40-13.10 | Dyskusja i przerwa

English session :
13.10-13.30 | Bettina Landé-Tergeist (Paris): Landé graduates of the Royal Gymnasium in Ostrow and some classmates
13.30-13.50 | dr Edward David Luft (Washington, D.C.): Genealogical Research – A Personal History
13.50-14.00 | Discussion

14.00-14.20 | dr Krzysztof Morta (UWr): Ocalałe pozostałości księgozbioru ostrowskiego kahału
14.20-14.40 | Maksymilian Puzio (UJ): Pożegnanie z Golusem teka litografii Wilhelma Wachtla
14.40-15.00 | Łukasz Krzyszczuk (UWr): O najstarszym rękopisie Biblii Hebrajskiej w Polsce

15.00-15.30 | Dyskusja i zamknięcie obrad Konferencji

Afisz VIII Ogólnopolska Konferencja Naukowa online

8. MAZEL TOV FESTIVAL | Lena Piękniewska | online
20-11-2020
Rozwiń

8. MAZEL TOV FESTIVAL | Lena Piękniewska ONLINE

piątek, 20.11.2020, godz. 19:00


„Coś przyjdzie: miłość lub wojna” | wiersze Zuzanny Ginczanki oraz Młodych Poetów z Getta.

„Coś przyjdzie: miłość lub wojna” to projekt muzyczny będący owocem (przypadkowego) spotkania Leny Piękniewskiej (pieśniarki i aktorki) z Pawłem Skorupką (kompozytorem i aranżerem). Ich wspólną inspiracją stał się wiersz Abramka Koplowicza „Marzenie”. Napisany przez trzynastolatka w łódzkim getcie, przetłumaczony na kilkanaście języków, utwór ten został z czasem symbolem dziecięcego pisarstwa w czasie zagłady. Abramek Koplowicz zginął w Auschwitz w wieku lat czternastu, jednak jego spuścizna ocalała dzięki przyrodniemu bratu autora, Lolkowi Grynfeldowi, mieszkającemu do dziś w Izraelu.

Twórczość młodych poetów z getta okazała się zaskakująco obfita, jej selekcja nie była łatwa. Wyznacznikiem w doborze materiału stał się rytm poezji, ale też – jak podpowiadała moc „Marzenia” Abramka Koplowicza – nadzieja, jaką niesie słowo.

Autorzy projektu, oprócz wspomnianych wcześniej wierszy Koplowicza, wybrali utwory literackie Zuzanny Ginczanki, Abrahama Cytryna, i Janki Hescheles. Na podstawie tych tekstów podjęto próbę stworzenia dzieła muzycznego opartego na niesłabnącej nadziei. W wielu utworach to się udało, ale nie zawsze było to możliwe – w poruszającym liście „Do Mamusi” jedenastoletniej Janki Hescheles czy w „Zmienności ducha” Cytryna próżno szukać wiary w dotarcie do Ziemi Obiecanej.

muzycy:
Jacek Kita
Wojciech Pulcyn
Sebastian Frankiewicz
Michał Górczyński


Afisz 8. MAZEL TOV FESTIVAL | Lena Piękniewska online

9. Grand Prix Komeda | W lesie dziś nie zaśnie nikt
od 21-11-2020
do 28-11-2020
Rozwiń

9. Grand Prix Komeda | W lesie dziś nie zaśnie nikt

Data: sobota, 21.11.2020 - sobota, 28.11.2020, godz. Całodniowe

Filmy zakwalifikowane do Konkursu Głównego Grand Prix Komeda będą dostępne na platformach MOJEeKINO, Nc+ GO, HBO GO.

FILM KONKURSOWY

Grupa nastolatków uzależnionych od technologii trafia na… obóz offline. Wspólna wędrówka po lasach bez dostępu do smartfonów nie zakończy się jednak tak, jak zaplanowali to organizatorzy. Będą musieli zawalczyć o prawdziwe życie z czymś, czego nie widzieli nawet w najciemniejszych zakamarkach internetu. W obliczu czyhającego w lesie śmiertelnego niebezpieczeństwa odkryją, czym jest prawdziwa przyjaźń, miłość i poświęcenie.

 

reżyseria: Bartosz M. Kowalski
muzyka: Radzimir Dębski – Jimek
czas trwania: 105 minut

 

ŁUKASZ MACIEJEWSKI O FILMIE „W LESIE DZIŚ NIE ZAŚNIE NIKT”

„W LESIE, POD PIERZYNKĄ”

Najntisi kontratakują. Jeżeli dotychczas pokazywali się od najlepszej strony, było to zawsze kino autorskie. Tymczasem Bartosz M. Kowalski, twórca „Placu zabaw”, jednego z najciekawszych debiutów dekady, już na spotkaniach wokół tamtego filmu odgrażał się, że za chwilę wszystkich zaskoczy. Zmieni klimat i zaskoczy. Słowa dotrzymał.

Ikonografia slashera nie jest skomplikowana. Nie trzeba być znawcą tematu, ja nie jestem, żeby wiedzieć, czym to pachnie. Posoką z czosnkiem, seksizmem z pieprzem, humorem i pociesznymi zombiakami. A kąsają!

Znamy, owszem, klasyków również i tego gatunku, ale osobliwie w Polsce mieliśmy tylko punkty odniesienia. Wszystko to jednak działo się w USA, za górami, za lasami, bo przecież u nas było równinnie, nudno, a chłopaki latały po lesie z grzybami, nie z siekierą. Ale tęsknoty przecież były. Bartosz M. Kowalski, urodzony w sławetnym orwellowskim 1984 roku, jeszcze zdążył coś niecoś zapamiętać z autopsji. Osiedlowe blaszaki z wymalowanym farbą napisem „Wypożyczalnia kaset wideo Sabina”, a wewnątrz „sza la la wielki świat”. Jean Claude van Damme z rozkrokiem stąd do Ameryki, Sylwester Stallone zezujący w stronę rozumu, a na półce z erotyką niewiele robiąca sobie z niedzielnej sumy i rosołu po sumie Cicciolina. Horrory były pomiędzy, a slashery były w samym środku „pomiędzy”. Czy straszyły? Może niektórych. Śmieszyły? Chyba wszystkich.

Kowalskiego i straszyły, i śmieszyły na pewno. Myślę że to samo dotyczy producentów filmu, Mirellę Zaradkiewicz i Jana Kwiecińskiego. Dziewczęta i chłopcy z tej samej dzielni. Slasherowej. I chyba na tym polega  tajemnica sukcesu. Nostalgia, ostalgia i bezwstyd. Oni to wiedzą, znają, przeżyli to, że tak powiem, na własnej skórze. Mają odwagę bezwstydu. Udowodniają, że w Polsce też można posiekać struktury, wylać keczup na nadąsane minki, zryć beret z antenką, moherowy również.

„W lesie dziś nie zaśnie nikt” to właśnie ta strategia. Elementy się zgadzają, nikt tutaj niczego nie udaje, wszyscy – i widzowie, i twórcy, a może nawet i krytycy – dobrze się bawią. Wystarczyło wziąć na luz, uruchomić poczucie humoru, i, bagatela, talent.

Ja się śmiałem. Trochę, owszem, bałem, ale głównie jednak śmiałem. Bo to jest taki film, w którym trzeba uruchomić w sobie żywioł śmiechu. Nie musi mieć drugiego i trzeciego dna, chociaż krytyczne aluzje do współczesności są w tym filmie oczywiste i widoczne. Nie stanowią jednak o sednie. Jesteśmy w lesie. Dosłownie i w przenośni. I nikt w tym lesie nie zaśnie. Zaczyna się obóz dla uzależnionych. Od sieci, od social mediów, dla dzieciaków z problemami. Świetnie  wymyślona uwertura filmu, zbiorowe sceny, w których show kradnie fenomenalny Wojciech Mecwaldowski jako oszołomiony frazesami niczym trawą harcmistrz pikulinek, prowadzi do filmowej kameralistyki, w której udaje się jednak do końca utrzymać suspens. Grupy dzieciaków się dzielą, zostajemy z tą, którą prowadzi Gabriela Muskała jako bodaj najgorsza przewodniczka świata. Świetnie scastingowani aktorzy idą z nią w las. Nie wiedzą w co idą. Debiutant Stanisław Dela w roli osiedlowego cwaniaczka ukrywającego kompleksy, doświadczony już aktorsko Stanisław Cywka jako błyskotliwy nastolatek z pewną tajemnicą, tripowa femme fatale – Wiktora Gąsiewska, świetny Michał Lupa znany już z „Ataku paniki” Maślony, wreszcie typ mocnej, charakternej dziewczyny z sąsiedztwa – Julia Wieniawa. Obsadzeni w punkt. Podobnie jak cały świat przedstawiony. Był las, za chwilę nie będzie nas. Po lesie krąży bowiem złowieszcze monstrum, a nawet monstrum zdublowane, bliźniacze. Jest straszne, jest śmieszne. I nie wybrzydza. Ceni zapach skóry wypastowanego obuwia perwersyjnego księżuli (przewrotnie obsadzony Piotr Cyrwus), nie pogardzi jednak flakami czysto ludzkimi.

Wszystko zgodnie z klasyką gatunku. Uciekanie, gonienie, pot pod pachami, muchy w kiblu i w nosie, bicie serca, komórki odmawiające posłuszeństwa akurat wtedy kiedy są najbardziej potrzebnie, a bohaterowie trochę bez sensu zamiast rozumem kierują się brawurą, no ale bez tej brawury, czyli włażenia tam gdzie się nie powinno wchodzić, nie byłoby filmu…

Zdjęcia Cezarego Stoleckiego wiarygodnie kreują świat dusznego lata, wakacji lepiących się od hormonów, feromonów, kleszczy, śmiechu, śmieci i śmierci. Wszędobylska muzyka Jimka błyskotliwie odnosi się do elektronicznego oldskulu z lat osiemdziesiątych żeby bezkolizyjnie czerpać pełnymi garściami, ale w profilu bardzo już autorskim, z w zasadzie nieobecnych przecież w polskim kinie doświadczeń gatunkowych. Kowalski natomiast świetnie prowadzi nie tylko młodych aktorów. Poza wspomnianym Mecwaldowskim i Cyrwusem, swoje pięć minut mają w filmie również Mirosław Zbrojewicz czy Olaf Lubaszenko. Wszyscy jakby urodzili się właśnie po to, żeby grać w slasherach. Być może wszyscy urodziliśmy się po to, żeby wreszcie te slashery oglądać? I zasypiać po nich błogim, spokojnym snem. W lesie, czyli pod pierzynką.

Łukasz Maciejewski, źródło: Onet.pl

Plakat filmu W lesie dziś nie zaśnie nikt

9. Grand Prix Komeda | Szarlatan
od 21-11-2020
do 28-11-2020
Rozwiń

9. Grand Prix Komeda | Szarlatan

Data: sobota, 21.11.2020 - sobota, 28.11.2020, godz. Całodniowe


Filmy zakwalifikowane do Konkursu Głównego Grand Prix Komeda będą dostępne na platformach MOJEeKINO, Nc+ GO, HBO GO.

 

FILM KONKURSOWY

Film opowiada o słynnym czeskim uzdrowicielu, Janie Mikolášku. Urodzony w 1887 roku Mikolášek był medycznym samoukiem, który dzięki ogrodniczej profesji znakomicie poznał świat roślin i ich lecznicze właściwości. Ze swoich umiejętności słynął w całych Czechach, a wśród pacjentów byli m.in. Tomas Masaryk, prezydent przedwojennej Czechosłowacji, aktorka Olga Scheinpflugová, malarz i grafik Max Švabinski, kompozytor Josef Bohuslav Foerster, wirtuoz skrzypiec Jaroslav Kocian, a także komunistyczny premier i prezydent powojennej Czechosłowacji Antonín Zápotocký, po śmierci którego władze zdecydowały się na wtrącenie uzdrowiciela do więzienia.

 

reżyseria: Agnieszka Holland
muzyka: Mary Komasa, Antoni Komasa Łazarkiewicz
czas trwania: 120 minut

 

ŁUKASZ MACIEJEWSKI O FILMIE „SZARLATAN”

„DWA DARY JANA”

Chłodne oko, gorąco spojrzenie. Agnieszka Holland nie chce być sentymentalna, nie jest, nie była nigdy. Metafizyka w kinie Holland to jednak zgoda na funkcjonowanie światów równoległych. Zrozumienie dla sfery, która dla wielu nie jest dostępna.

Całościowo przyglądając się twórczości reżyserki, widać wyraźnie, do jakiego stopnia Holland fascynuje problem cudu, uzdrowienia, przesądzania o cudzym losie, cudzym życiu, za pośrednictwem nie tyle nauki, co przeczucia, kumulowania energii, lub zwracania jej.

W „Olivierze, Olivierze”, chyba moim ulubionym filmie Agnieszki Holland, tajemnica zaprzecza pewnikom, znieważa je. Tajemnica generuje właściwą trajektorię wydarzeń, sama w sobie pozostając enigmą. W „Szarlatanie”, podobnie jak w „Trzecim cudzie” z Edem Harrisem, czy niedocenianej „Julii wracającej do domu” z Lothairem Bluteau, Agnieszka Holland nie polemizuje z „cudotwórstwem”, w przypadku najnowszego filmu również nie staje po stronie szyderców. Grany przez największą bodaj gwiazdę kina czeskiego, Ivana Trojana, Jan Mikolášek jest postacią autentyczną. Zdumiewającą i problematyczną jak cały wiek XX. Mikolášek jest kwintesencją wieku XX.

Uzdrowiciel, zielarz, z wielkimi sukcesami w uzdrawianiu ludzi, wchodzący w relacje z władzą, w paradoksy i bolączki wielkiej i małej polityki. Mówi w filmie o sobie: „Jestem ekspertem w zakresie roślin leczniczych”, podkreślając jednocześnie wiele razy: „nie, nie  jestem lekarzem”. W tradycyjnie, klasycznie poprowadzonej narracji, współczesna rama – aresztowanie, uwięzienie i proces Jana Mikoláška, organizują filmowe spojrzenie wstecz jego biografii.

Młody Jan – gra go syn Ivana Trojana, Josef, – czuje, że jest w stanie przewidzieć przyszłość, wie jak gdyby więcej. Nie rozumie tego, wie tyle tylko, że stać go na wiele. Zaczyna się od uchronienia siostry przed amputacją nogi, potem idzie dalej. Janek asystuje zielarce do której ustawiają się długie kolejki. Ludzie stoją po zdrowie i po brutalny werdykt chorobowy. Jan czuje podobną moc. Mühlbacherová (w tej roli wspaniała Jaroslava Pokorná, wybitna aktorka czeska, która w 1969 roku debiutowała w jednej z pierwszych etiud aktorskich Agnieszki Holland, „Hřích boha” – „Grzech Boga”, według powieści Izaaka Bala) czyta choroby z analizy moczu. Uważa, że w urynie zapisane są wszystkie kłopoty i niedomagania. Testuje chłopca, potem się z nim zaprzyjaźnia, przekazując mu całą swoją wiedzę i doświadczenie, użyczając mu także schronienia. Mühlbacherová jest jednak inna od Jana. Nie bierze od pacjentów pieniędzy, żyje skromnie, w Janie natomiast od początku widać dychotomię postaw. Z jednej strony, uważnie uczy się od mentorki, z drugiej – w dramaturgicznie arcyważnej scenie z udziałem małych kociąt, manifestuje charakter. Stać go także na okrucieństwo.

W pewnym momencie filmu mówi: „Możliwość wyboru to najcięższa kara”. Wie, co mówi. Całe życie szedł z przekonaniem, że skoro ma dar, dar sprawdzony, dar poza wątpliwościami, to w życiu musi się mu udać. Można przejść przez życie, można przez nie przepłynąć z lekko podniesioną głową, w półkroku, jak gdyby w półśnie. Tymczasem wielka historia pokazuje swoje małe, mierne oblicze, wyłupiaste oczy, wybite zęby.

Zabito by go wiele razy, a jeżeli nawet nie zabito, to zbito. Gdyby nie dar. Dar uzdrawiania, dar czytania historii zdrowia i choroby z zapisu na urynie, co samo w sobie jest czymś budzącym co najmniej zadziwienie. Tajemnice zapisane – pisząc kolokwialnie – w sikach. Mikolášek widzi tam wszystko: wyrok, prolongatę wyroku, szansę na zdrowie, szansę na życie.

Buteleczka z uryną, w wyrafinowanych zdjęciach Martina Štrby wyglądająca niczym cenny bursztyn, staje się ekwiwalentem ludzkiego losu. Płynnego i często niewydarzonego.

Jan jest panem królestwa swojej władzy. W gabinecie czuje się pewnie. I, co ważne, nie nadużywa władzy. Stara się żyć przyzwoicie. Tak właśnie żyje. Leczy dygnitarzy hitlerowskich, bo wie, że nie może im odmówić. Leczy komunistów, bo wie, że nie może im odmówić. Przepisuje zioła prostym babom spod Koszyc, odwdzięczających mu się cielęciną i kalarepą, bo nikogo nie wyróżnia. Leczy świat, może dlatego, że nic innego nie potrafi. Ma tylko ten dar. Jeden wielki dar i mnóstwo słabości.

Nie jest typem opozycjonisty, nie walczy o zmianę świata, ale nie zakłamuje rzeczywistości. Holland zresztą nie podkpiwa z metod leczenia bohatera, przygląda mu się uczciwie: bez wielkiej sympatii, bez oceny. Trybik historii, trybik z darem.

Tyle tylko, że trybik wkręca się w rzeczywistość, która sama w sobie wydaje się zadżumiona, nieszczególnie ciekawa, obsikana z każdej strony.

Wnętrza w „Szarlatanie” utrzymane zostały w jednolitej palecie kolorystycznej. Ochry, beże, brązy. Więzienie to także szarości, biele, grafit. Jeżeli w filmie pojawia się słońce, to może jedynie w scenach retrospektywnych, w sekwencjach z młodzieńczych lat Janka, z kilku spotkań z zielarką, a wreszcie z jasnego okresu miłosnego spełnienia.

Tak właśnie, spełnienie. To drugi, może tak ważny dar.  Dar współistnienia, chociaż nic na to nie wskazywało. Dar dzielenia się losem i dar odpowiedzialności za los. Dzielonej na pół.

Jan, wycofany, zakompleksiony, ze śladami dawnej urody, spotyka asystenta Františka (w tej roli słowacki aktor Juraj Loj). I będzie to spotkanie, które okaże się definiujące.  Z czasem nie tyle może zastąpi, co zrównoważy dar  pierwszy.

Asystent najpierw polubi, potem pokocha szefa. Sam rozdarty w relacji z kobietą – mąż i ojciec – będzie musiał wciąż na nowo definiować swoje miejsce w społeczeństwie. I zdecyduje się na bezwzględną lojalność. Aż do końca.

Nie jestem pewien, ale mam wrażenie, że właśnie ta relacja zadecydowała o realizacji filmu. Że dla Agnieszki Holland to właśnie było najważniejsze. W opowieści o Janie i Františku znalazła kolejny uniwersalny temat. Jej temat.

Człowiek w potrzasku, dla którego wyzwoleniem może być namiętność, ale namiętność zderzona z rodzącą się świadomością.  Namiętność, a w końcu także uczucie które nie jest występne, nie jest zakazane, a jednak okazuje się równie niebezpieczne jak dar uzdrawiania.  Dwa dary Jana spotkały złe czasy. Nie mogło być tak pięknie.

Łukasz Maciejewski, źródło: „Kraków”

 

Plakat filmu Szarlatan

9. Grand Prix Komeda | Interior
od 22-11-2020
do 28-11-2020
Rozwiń

9. Grand Prix Komeda | Interior

Data: niedziela, 22.11.2020 - sobota, 28.11.2020, godz. Całodniowe


Filmy zakwalifikowane do Konkursu Głównego Grand Prix Komeda będą dostępne na platformach MOJEeKINO, Nc+ GO, HBO GO.

 

FILM KONKURSOWY

Trzydziestopięcioletni Maciek traci wiarę w sens życia. Pracuje od świtu do wieczora, by spłacać kredyt mieszkaniowy. Chcąc zemścić się na nieuczciwym pracodawcy, zabiera mu auto. Ryzykuje wszystko i rusza w desperacką podróż bez planu. W całym kraju trwają przygotowania do obchodów pewnej rocznicy. Pracowniczka Urzędu Miasta, trzydziestopięcioletnia Magda, współorganizuje wydarzenia. Na początku bardzo oddana, z czasem zauważa hipokryzję najbliższego otoczenia. Zbieg zdarzeń sprawi, że ich ścieżki skrzyżują się.

 

reżyseria: Marek Lechki
muzyka: Jan Sanejko
czas trwania: 92 minuty

 

ŁUKASZ MACIEJEWSKI O FILMIE „INTERIOR”:

„SALTO W TYŁ”

„Zbuntowani ludzie / potępione anioły / spadały w dół / człowiek współczesny / spada we wszystkich kierunkach równocześnie”. Słynny wiersz Tadeusza Różewicza, „Spadanie”, cytowany przez Tadeusza Konwickiego w „Salcie”, mógłby stanowić motto „Interioru” Marka Lechkiego, filmu z ducha Konwickiego traktującego o rozwibrowanym upadku „człowieka współczesnego”, upadku rozmytym we mgle.

Nie znają siebie. Jeszcze nie, do końca nie. Dziewczyna, chłopak. Więcej ich łączy, niż dzieli, chociaż tego się prawdopodobnie nie dowiedzą. Może tylko coś wyczują, kiedy miną się na drodze. „Zbuntowani ludzie / potępione anioły”.

On ma na imię Maciek i stał się więźniem systemu. Nie systemu pisanego wielkimi literami, trafiającego na paski w TVN24 lub TVP Info. Przeciwnie, chodzi o marny, pocieszny znój w korporacji, żadne szanse na zmianę losu. Aż wreszcie zapala się lont. Otwierają oczy. Bunt Macieja nie jest na wielką skalę, ale w jego orbicie chodzi o gest radykalny. Salto w przód, salto w tył.

Magda jest inna. Sztywniara w butach z obcasikami, urzędniczka miejska. Lojalna, zapracowana, całkiem elokwentna, zapięta w służbowy kostium bez kształtu na przepisowe trzy guziczki. Wiecznie zmęczona, ugrzeczniona, zafrasowana. Kolejne zadanie, być może awans. Przyjeżdżają goście z zagranicy, zastaw się, a postaw się. Ma być na bogato, mają być fajerwerki. Dziewczyna jeszcze stara się być aktywna, lojalna i przepisowa, ale guziczki w kostiumie zaczynają się obluzowywać, odpadają. Życie Magdy to nie jest fikcja pod publiczkę i pod wyborców. Życie Magdy to tu i teraz, rodzina, dziecko. Magda się buntuje. Znowu to samo, salto. Bęc.

Kiedyś napisałem o Marku Lechkim, że jest cichym mistrzem polskiego kina. To subtelny artysta z natychmiast rozpoznawalnym stylem, który w kinematografii takiej jak nasza powinien być pod specjalną ochroną. Wcześniejsze filmy Lechkiego – „Moje miasto” i „Erratum” były filmami przesyconymi melancholią. W „Interiorze” melancholia ma głębszy wymiar. Cytując księdza Tischnera – „melancholia staje się rozpaczą, która nie zdążyła dojrzeć (…) stanem niedojrzałej radości. Kryje ona w sobie radość doprowadzoną do połowy i w połowie skazaną na przeistoczenie w egzystencjalny smutek”.

Radość do połowy, smutek do połowy, bunt na trzy czwarte. I portrety osobowościowe, które trudno będzie zapomnieć. Niezapomniane twarze kina Lechkiego: Michał – Tomasz Kot w „Erratum” czy Goździk – Radosław Chrześciański w „Moim mieście”, wzbogacają się o dwa nowe, fascynujące profile. Magdę zagrała Magdalena Popławska (pracowała wcześniej z Lechkim w świetnych serialach „Bez tajemnic” i w „Pakcie”), Maćka – Piotr Żurawski. Oboje są wspaniali. Popławska zanurzona w siebie, introwertyczna, unikająca spojrzeń, chyba najostrzej własnego spojrzenia na siebie. Żurawski żarliwy, zdeterminowany, nie racjonalizujący rzeczywistości. Melancholia bohaterów „Interioru” wynika nie tyle z apatii, co z atrofii działania. Zaczynają, ale nie kończą. Podejmują ryzyko, ale potem się wycofują. Mieści się w tych portretach ciekawa diagnoza pokolenia dzisiejszych trzydziestoparolatków. Lechki przygląda się niewiele od siebie młodszym bohaterom z czułością, bez ironii, ale też bez nadziei, że będą w stanie zawalczyć o lepszy świat, o lepszych siebie. Może by i chcieli, ale nie potrafią.

Zdjęcia Pawła Flisa, stałego współpracownika nieodżałowanego Marcina Wrony, błyskotliwie komponują się z autorskim wyzwaniem reżysera. Realizm, dokumentalizm zderza się ze sferą poetycką. Widmowa mgła z filmu jest mgłą z innej tonacji, z odmiennej wrażliwości. W tej mgle rozmywa się wszystko. Również ludzie. Konwicki w „Kilku dniach wojny, o której nie wiadomo, czy była”, pisał: „Może to jakaś wiązka informacji lecąca znikąd donikąd, która uległa zakłóceniu. Patrz, niczego i nikogo nie ma. Jest tylko wieczna czerń i chwilowa wilgoć, którą przyniósł wiatr kosmiczny”. Boski, boski, boski wiatr.

Łukasz Maciejewski, źródło: Onet.pl

Plakat filmu Interior

9. Grand Prix Komeda | Sala samobójców. Hejter
od 23-10-2020
do 28-11-2020
Rozwiń

KF „Na Wolności”. Sala samobójców. Hejter

Data: poniedziałek, 23.11.2020 - sobota, 28.11.2020, godz. całodniowe

Filmy zakwalifikowane do Konkursu Głównego Grand Prix Komeda będą dostępne na platformach MOJEeKINO, Nc+ GO, HBO GO.

 

FILM KONKURSOWY

Tomek, student prawa Uniwersytetu Warszawskiego, zostaje przyłapany na plagiacie i wydalony z uczelni. Postanawia jednak ukrywać ten fakt przed światem i nadal pobiera pomoc finansową od państwa Krasuckich – rodziców Gabi, przyjaciółki z czasów dzieciństwa. Kiedy oszustwo wychodzi na jaw, skompromitowany chłopak traci zaufanie i życzliwość swoich dobroczyńców. Przepełniony gniewem i żalem, oddzielony od Gabi, w której skrycie podkochuje się od lat, Tomek planuje zemstę na Krasuckich. Szansa pojawia się, kiedy otrzymuje pracę w agencji reklamowej, a wraz z nią dostęp do najnowszych technologii i tajemnic stołecznej elity. Pod pozorem obowiązków zawodowych Tomek zaczyna inwigilować Krasuckich, aktywnie włączonych w kampanię polityczną kandydata na prezydenta stolicy – Pawła Rudnickiego. Wkrótce plan internetowego hejtera zaczyna nabierać coraz realniejszych kształtów, a droga do jego realizacji wiedzie przez wirtualny świat popularnej gry komputerowej.

 

reżyseria: Jan Komasa
muzyka: Michał Jacaszek
czas trwania: 130 minut

 

ŁUKASZ MACIEJEWSKI O FILMIE JANA KOMASY

 SALA SAMOBÓJCÓW. HEJTER

To było na dwa tygodnie przed wybuchem pandemii. Już słyszeliśmy o Chinach, o Wuhan, już pojawił się strach, że zaraza dotrze do Polski. Ostatni pokaz prasowy: „Sala samobójców. Hejter” w kinie „Atlantic”. Pełna sala, wówczas to było jeszcze możliwe, ktoś w trakcie seansu obok mnie kichnął, ktoś się przestraszył, i głośno zwrócił mu uwagę. Pomimo, że nie mówimy o wydarzeniach sprzed lat, a zaledwie sprzed kilku miesięcy, dzisiaj wydają się opowieściami z innej rzeczywistości. Istotnie, była inna.

„Hejter” Komasy prawdopodobnie słusznie typowany na jeden z największych komercyjnych przebojów 2020 roku, stał się jedną z pierwszych, najbardziej przy tym spektakularnych filmowych ofiar pandemii. Film zszedł z ekranów zaledwie po kilku dniach wyświetlania, potem pojawił się na platformie streamingowej, dopiero teraz, po odblokowaniu sal, otrzymał szansę powrotu do  kin.

To, co dla producentów filmu, było zapewne trudnym doświadczeniem, dla widza „Kultury Dostępnej w Kinach” może stanowić  ożywcze spotkanie. Minęło raptem kilka miesięcy, a wydaje się, że świat, również Polska, bardzo się zmieniły. W relacjach międzyludzkich pojawiła się nieufność – zapewne zostaną z nami na dłużej, a hejt czy mechanizmy zniewolenia, które pokazuje Jan Komasa, uległy wzmocnieniu – i to w skali globalnej, nie tylko lokalnej.

W „Hejterze”, filmie luźno nawiązującym do słynnej „Sali samobójców”, Jan Komasa pokazuje mechanizm wirtualnej infekcji mózgów i wpływania na cudzy los poprzez często anonimową ingerencję w cudze biogramy, życiorysy, ambicje. Często są to zachowania naganne. Kiedy powstawała „Sala samobójców” nie znaliśmy jeszcze określenia hejter, albo to określenie nie miało wielkiej siły rażenia. Dzisiaj to jeden z najbardziej rozpoznawalnych anglicyzmów w polszczyźnie. Hejterzy są groźni, sprytni, zręczni. Hejterem może być sąsiad, członek rodziny, albo wróg w przebraniu przyjaciela.

Internet, social media, wirtualność nie mają już żadnych tajemnic. Są potężną strefą którą rządzą politycy, stratedzy, influenserzy.  Komasa pokazuje ten mechanizm z dużą pewnością realizacyjną, a o kreacji Macieja Musiałowskiego w roli głównej, spokojnie można by napisać: „narodziny gwiazdy”. Film, zwłaszcza po pandemii, po wszystkich złych, trujących słowach które już padły i padną jeszcze w przyszłości, ogląda się ze ściśniętym sercem. Jak memento i przestrogę. Tak dalej iść przecież nie można. Tylko czy ktoś słucha jeszcze artystów?

Łukasz Maciejewski, źródło: Onet.pl



Plakat filmu Sala samobójców. Hejter

9. Grand Prix Komeda | Ikar. Legenda Mietka Kosza
od 24-11-2020
do 28-11-2020
Rozwiń

9. Grand Prix Komeda | Ikar. Legenda Mietka Kosza

Data: wtorek, 24.11.2020 - sobota, 28.11.2020, godz. Całodniowe
Miejsce:


Filmy zakwalifikowane do Konkursu Głównego Grand Prix Komeda będą dostępne na platformach MOJEeKINO, Nc+ GO, HBO GO.

 

FILM KONKURSOWY

Film oparty na biografii tragicznie zmarłego w wieku 29 lat pianisty Mieczysława Kosza. Wbrew wszelkim przeciwnościom losu i własnym ograniczeniom Mietek Kosz zostaje wirtuozem fortepianu. Jednak okrzykniętemu geniuszem chłopakowi oszałamiająca kariera nie daje szczęścia.

 

reżyseria: Maciej Pieprzyca
muzyka: Leszek Możdżer
czas trwania: 122 minuty

 

ŁUKASZ MACIEJEWSKI O FILMIE „IKAR. LEGENDA MIETKA KOSZA”

„CUKRZANA CHMURKA”

Czym jest jazz? Dobry jazz? Chwiejnością, labilnością nastrojów. Niepokój i wyciszenie, wrażeniowe faktury z przeszłości dostrajające się do czegoś nowego, oryginalnego, czegoś, co dopiero nastąpi. Jazz nie lubi obłych kształtów, monotoni. Gęsia skórka i wypieki.

Piszę o tym również dlatego, że nowy film Macieja Pieprzycy, „Ikar. Legenda Mietka Kosza” jest jazzowy. Nie tylko opowiada o jazzmanie, ale ma jazzowy, jazzujący charakter. Muzyka niesie tutaj słowo, towarzyszy aktorstwu, wyzwala założone lub ponadprogramowe uczucia u widza. Muzyka jest w filmie tytułowym Ikarem. Najpierw lot, potem upadek. Dwa bardzo różne dźwięki.

Mietek Kosz nie był, bo chyba nie mógł być, postacią z mitologii mojego dzieciństwa. Leszek Możdżer, autor oryginalnej muzyki do „Ikara” oraz fascynujących transkrypcji jego kompozycji, na konferencji prasowej w Gdyni mówił, jak ważną dlań postacią był w początkach kariery ten wybitny, niewidomy muzyk. Mieczysław Kosz zmarł w 1973 roku w niewyjaśnionych okolicznościach, przypuszczalnie śmiercią samobójczą, w wieku zaledwie 29 lat. Możdżer o tym wszystkim oczywiście wiedział, ale dla zdecydowanej większości widzów, Mietek Kosz był aż do to momentu premiery filmu, postacią anonimową. „Ikar” to zmieni. Na tym również polega szczęście kina, że dzięki temu medium nie tylko wielcy artyści, ale również postaci zapomniane, a zasługujące na pamięć, zyskują nieśmiertelność.

Artystyczna aktywność Kosza to druga połowa lat sześćdziesiątych i początek siedemdziesiątych, ale Maciej Pieprzyca wspólnie ze świetnym operatorem, Witoldem Płóciennikiem, niczym w jazzowej improwizacji zręcznie mieszają plany czasowe. Oto mały Miecio (cudowny aktor dziecięcy, Cyprian Grabowski), jego prości rodzice, szczególna relacja z matką we wzruszającej kreacji Jowity Budnik, odkrycie muzycznego talentu niewidomego chłopca w szkole w Laskach, w końcu zaś Kosz dorosły. Ambitny, lecz wystarczony. Niewidomy, ale paradoksalnie widzący rzeczywistość ostrzej, wyraźniej, dotkliwiej. Mieczysław Kosz w interpretacji Dawida Ogrodnika rozmawia z dzieckiem w sobie. Z dzieckiem, którego nie zapomniał, które daje mu siłę, żeby przetrwać nie jako artysta, lecz jako człowiek. Paliwo do życia.

Dawid Ogrodnik znowu nie zmarnował szansy, którą postawił przed nim reżyser. Nie chcę zestawiać jego najnowszej roli z Mateuszem z „Chce się żyć”, zrobią to na pewno koledzy. Uważam jednak, że „Ikar” zasłużył na to, żeby potraktować tę propozycję odrębnie, bez intencjonalnych odsyłaczy. Mietek Kosz w interpretacji Ogrodnika jest postacią autonomiczną. Aktor nie przerysowuje roli, nie dubluje obrazów aktorów grających niewidomych w filmach, on po prostu widzi inaczej. Szczególny rodzaj nadwrażliwości – na dźwięki, na muzykę, również muzykę ciała.

Z typografii gatunkowej wywodzi się natomiast świat wokół muzyka. Cyniczni gracze jazzowego świata, mniej lub bardziej lojalni przyjaciele, wreszcie kobiety jego bardzo w  gruncie rzeczy samotnego życia – znakomita jest zwłaszcza Justyna Wasilewska grająca piosenkarkę Zuzę, postać wzorowaną na Mariannie Wróblewskiej. Pieprzyca jak mało który reżyser w Polsce potrafi realizować kino środka na najwyższym poziomie artystycznym. Jego „Ikarem” wzruszą się zarówno melomani, jak i po prostu wszyscy wrażliwi widzowie. Dla części, będzie to po prostu kolejna poruszająca opowieść o tragicznym losie człowieka, inni docenią wyrafinowaną strukturę muzyczną filmu. Dla fanów Kosza jego największym, pośmiertnym zwycięstwem.

Wiersz Stanisława Grochowiaka: „Ikar jak mucha /  Wzbijał się? /  Spadał? /  Omiatał nieboskłon /

Cukrzaną chmurką na lepkim patyku!”. Kosz z filmu Pieprzycy z otwartymi oczami – wzbija się, spada, w końcu upada. Jazzowy Ikar. Cukrzana chmurka na lepkim patyku.

Łukasz Maciejewski, źródło: Onet.pl

Plakat filmu  Ikar. Legenda Mietka Kosza

9. Grand Prix Komeda | Supernova
od 25-11-2020
do 28-11-2020
Rozwiń

9. Grand Prix Komeda | Supernova

Data: środa, 25.11.2020 - sobota, 28.11.2020, godz. Całodniowe

Filmy zakwalifikowane do Konkursu Głównego Grand Prix Komeda będą dostępne na platformach MOJEeKINO, Nc+ GO, HBO GO.

 

FILM KONKURSOWY

Trzech mężczyzn, jedno miejsce i jedno zdarzenie, które zmieni życie każdego z nich. Utrzymana w realistycznym stylu uniwersalna historia opowiada o kilku godzinach z życia wiejskiej społeczności, przygląda się kondycji człowieka postawionego w sytuacji granicznej oraz stawia pytania o istotę przypadku i przeznaczenia. Krwista obyczajowa opowieść, oscylująca na granicy dramatu, thrillera i kina katastroficznego.

 

reżyseria: Bartosz Kruhlik
muzyka: Endy Yden (Andrzej Strzemżalski)
czas trwania: 78 minut

 

ŁUKASZ MACIEJEWSKI O FILMIE „SUPERNOVA”

„SYMBOL DAJE DO MYŚLENIA”

Debiuty oglądane w Gdyni mają zawsze szczególną wagę. Niektóre rzeczy widać przecież od razu – styl lub jego poszukiwania, upodobania, charakter twórczy. Talent również jest widoczny. Mam dobrą wiadomość. Bartosz Kruhlik, reżyser „Supernovej”, to autor wyjątkowo utalentowany.

Kruhlik nie jest dla mnie twórcą anonimowym. Najciekawsze etiudy absolwenta Szkoły Filmowej w Łodzi: „HTTP://”, „Żar” czy „Adaptacja”, nie budziły żadnych wątpliwości. W polskim kinie objawił się ktoś bardzo ciekawy, świetnie pracujący z aktorami, umiejętnie budujący filmowe napięcie. Warto czekać na jego debiut – myślałem oglądając te filmy. „Supernova” przebiła jednak moje (wysokie) oczekiwania. To kino jednocześnie autorskie, jak i komunikatywne, świetnie opowiadane.

Oto film koncept, rebus, wyzwanie. Cała akcja rozgrywa się w jednym miejscu, a czas trwania filmu równoważy się z czasem opowiadania historii. Trochę ponad godzinę, nie więcej.

Oglądając „Supernovą” pomyślałem o kinie braci Dardenne. Kruhlik ma tę samą umiejętność werystycznej prawdy postaw uzyskiwanej jednak nie przez formułę kina dokumentalnego, a poprzez ściśle kontrolowaną kreację. O ile jednak bracia Dardenne byli zawsze uwrażliwieni społecznie, a głównym tematem ich twórczości jest obrona słabszego bohatera wobec opresji kulturowej i socjalnej, o tyle Bartosza Kruhlika ciągnie także w stronę metafory, szerszej diagnozy postaw. „Symbol daje do myślenia” – pisał Paul Riceur. Symbolika „Supernovej” jest wyrazem wiary w inteligencję widza. I afirmacją wieloznaczności.

Oto jedno wydarzenie, z jednej ulicy,  w jednym parnym, letnim dniu. Plus dziesiątki reakcji. Coś się właśnie stało, coś groźnego. Groźba spełnia się w mulitplikacji postaw. Tak jakby Kruhlik zestawiał ze sobą kilka perspektyw. „Supernova” to Polska agresywna, zastraszona, pijana i nawiedzona, ale także Polska czująca, ropiejąca i tęskniąca. Za czym? – same nie wie. Za kim? – być może za życiem, które było, którego nie uda się przywrócić.

Inicjująca film dramatyczna sytuacja z „Supernovej” uruchamia serię wydarzeń. Jest sprawca, są ofiary, są również świadkowie. Jak w trójrzędnej strukturze gatunkowej. A jednak wszystkie postaci otrzymują prawo do indywidualizacji. Grany fenomenalnie przez Marka Brauna policjant, to człowiek, który zrozumiał zbyt wiele. Poniewczasie. Ciekawą postacią jest zepsuty polityk w  interpretacji Marcina Hycnara. Jego agresja wynika z zakłamania, ale i ze strachu przed lustrem. Dorian Grey dostrzegłby w nim diaboliczny pomruk zniszczenia. Wspaniali są także Marcin Zarzeczny w roli zapijaczonej ofiary własnej bezradności, czy Anna Mrozowska jako policjantka przechodząca właśnie test wytrzymałości. Kruhlik, podobnie jak niedawno Jagoda Szelc w „Wieży. Jasnej dzień”, postawił na aktorów mało znanych, albo zapomnianych, pracujących głównie w teatrze, często na prowincji (debiutujący Marek Braun jest gwiazdą Teatru Powszechnego w Radomiu). Wiedział co robi. Nie ma przecież aktorów stricte teatralnych i filmowych. Są tylko dobrzy i źli, bardziej i mniej znani. Czasami trzeba ich tylko odkryć.

W warstwie interpretacyjnej „Supernova” pozwala na mnogość wniosków, także wzajemnie się wykluczających. Sylogizmy w cenie. Film może być odczytany jako brutalna opowieść o Polsce, o tym, co się z nami dzieje jako społeczeństwem, swego rodzaju kronika postaw wobec języka demagogii, zakłamania, fikcji w której żyjemy. „Supernova” może być jednak odczytana również bardziej prywatnie, intymnie, bez wielkich słów i odsyłaczy – jako galeria różnych losów, splątanych ze sobą, ale i wzajemnie się wykluczających. Mocne, przejmujące, świetnie zrobione kino.

Łukasz Maciejewski, źródło: Onet.pl

plakat filmu Supernova

9. Grand Prix Komeda | Eastern
od 26-11-2020
do 28-11-2020
Rozwiń

9. Grand Prix Komeda | Eastern

Data: czwartek, 26.11.2020 - sobota, 28.11.2020, godz. całodniowe


Filmy zakwalifikowane do Konkursu Głównego Grand Prix Komeda będą dostępne na platformach MOJEeKINO, Nc+ GO, HBO GO.

 

FILM KONKURSOWY

Za bramą zamkniętego osiedla, pod okiem monitoringu, toczy się osobliwa gra. Dwie dziewczyny postanawiają zmienić te reguły i przełamać krąg przemocy i terroru, a także przeciwstawić się presji rodzin i wszechogarniającej kulturze zemsty…

 

reżyseria: Piotr Adamski
muzyka: Hubert Zemler
czas trwania: 75 minut

 

ŁUKASZ MACIEJEWSKI O FILMIE „EASTERN”:

TEN ŚWIAT JEST CHORY”

„Eastern” – niby western, ale jednak trochę nasz, swojski, wschodni. A zarazem bardzo oryginalny i nowatorski. Taki jest właśnie debiutancki film Piotra Adamskiego – prawdziwa ozdoba tegorocznej „Panoramy” Festiwalu Filmowego w Gdyni.

Adamski, ceniony artysta wizualny, już w krótkiej fabule, „Otwarcie”, pokazał, że w kinie interesują go oboczności usystematyzowanego świata. Coś, co wymyka się spod kontroli. Myślę o estetyce, ale również o emocjach.

W „Easternie” sięga po kompletnie, wydawałoby się, zgrany motyw dwóch zwaśnionych rodzin, żeby na bazie łże-gatunkowej westernowej konstrukcji pokazać kino zemsty, jakiego jeszcze u nas nie było. Ikonosfera wydaje się niemal tradycyjna. Są colty i niekwestionowany kodeks zemsty, wszystko to jednak Adamski ustawia nie na Dzikim Zachodzie, ale w hybrydalnej współczesności. Na rodzimym osiedlu, w znanych skądinąd wnętrzach, przede wszystkim zaś w oswojonym lokalnym stuporze. Bohaterowie filmu działają impulsywnie, w zatraceniu, szybciej działają niż myślą. Są pionkami w ciekawie plastycznie zakomponowanym ludzkim terrarium. Oko za oko, ząb za ząb, podłość za podłość. Aż do momentu, w którym decydującą rolę przejmują dwie dziewczyny, grane z rzadkim nerwem aktorskim przez nieomal debiutantki – Maję Pankiewicz i Paulinę Krzyżańską. Wciąż myślę  o błyszczących oczach Pankiewicz i matowym spojrzeniu Krzyżańskiej. Odkrycia nie tylko filmu, ale w ogóle w Gdyni. Obie mają w sobie pasję, siłę, rozsadzającą ekran energię. Chciałbym oglądać je więcej, częściej. Solo i w duecie.

Adamski jak gdyby przyglądał się swoim bohaterkom ze zdumieniem. Jakby mówił nam: nie, nie  rozumiem tego świata, nie jestem w stanie go rozeznać, ale chciałbym pokazać dominujące warianty zachowań. Stąd w „Easternie” rzadka w polskim kinie, w ogóle w polskiej kulturze, afirmacja „kobiet zemsty”. Dziewczyny mścicielki, samoświadome, bynajmniej nie bierne, które ratując siebie, zbawiają świat. „Ten świat jest chory” – mówił bohater „Ludzkości” Dumonta. Nie wyzdrowiał wciąż i raczej nie wyzdrowieje. W „Easternie” nikt nie polemizuje z tą tezą, ale w  starannie zakomponowanej rzeczywistości ekranowej, wymyślonej niczym plastyczny i wizualny rebus (zdjęcia Bartosza Nalazka, pracującego przede wszystkim w teatrze), chore realia, niemądre instynkty, podważone zostają jakimś prymarnym, podstawowym odruchem, dającym nadzieję na dalszy ciąg. Jeden, dwa, trzy, cztery. Od jednej twarzy do drugiej, od jednego aktu do kolejnego, eastern staje się westernem, a thriller osobliwym moralitetem.

Western? Zapyziały, martwy gatunek. W Polsce nigdy się nie przebił. Nieliczne wyjątki – jak wspaniałe „Prawo i pięść” Hoffmana i Skórzewskiego czy marny „Eukaliptus” Marcina Krzyształowicza, nie potwierdzają żadnej reguły. Westernu nie było i nie będzie. Nie ten pejzaż, inna kraina. A jednak gdybym musiał znaleźć stylistyczny ekwiwalent dla „Easternu” byłby nim niesłusznie  zupełnie zapomniany „Summer Love” z bodaj najwybitniejszą rolą filmową Katarzyny Figury. „Summer Love” wyreżyserował artysta wizualny, Piotr Uklański. „Eastern” to również pokłosie plastycznych zainteresowań Piotra Adamskiego. I w dużym stopniu to właśnie stanowi klucz do sukcesu. Zapoznaną formę gatunkową pokazać można dzisiaj jedynie przez  dekonstrukcję: bebechy, zajrzenie do flaków, nieładne wypatroszenie tego, co obłe, śliczne i milusie. John Wayne byłby w orbicie Adamskiego transseksualistą z riuszką, nie z koltem.

W przywołanym wcześniej „Otwarciu” Piotra Adamskiego, mentor progresywnej sztuki wizualnej, Zbigniew Libera, grał terminalnie chorego pacjenta, a zarazem osobliwy obiekt sztuki w postępowej galerii. W „Easternie” Adamski uśmierca gatunek po to, żeby go reanimować. Trup się ożywił. Puszcza do nas oko.

Łukasz Maciejewski, źródło: Onet.pl

Plakat filmu Eastern

 

 

Spotkanie z Małgorzatą Kożuchowską | 9. Grand Prix...
27-11-2020
Rozwiń

Spotkanie z Małgorzatą Kożuchowską | 9. Grand Prix Komeda | online

Data: piątek, 27.11.2020, godz. 19:30
Miejsce: Ostrowskie Centrum Kultury


wydarzenie prezentowane online
na facebooku i naszym kanale youtube: Ostrowskie Centrum Kultury

Spotkanie z Małgorzatą Kożuchowską, jurorką GRAND PRIX KOMEDA oraz bohaterką książki Łukasza Maciejewskiego „AKTORKI. ODKRYCIA”.

Absolwentka warszawskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza (1994). Od 2005 roku w zespole Teatru Narodowego W latach 1994–2005 aktorka Teatru Dramatycznego w Warszawie. Współpracowała z teatrami  warszawskimi: na Woli, Komedia, IMKA, a także z Narodowym Centrum Kultury w Warszawie, Teatrem Polskim w Bielsku-Białej oraz z Teatrem Polskiego Radia i Teatrem Telewizji Polskiej.

Laureatka nagrody Akademii Teatralnej w Warszawie dla absolwentki, która w pięć lat po jej ukończeniu osiągnęła najlepsze wyniki w zawodzie (1999). Wyróżniona Super Jantarem za najlepszy debiut aktorski ostatniego dziesięciolecia – za rolę Ewy Szańskiej w filmie Kiler Juliusza Machulskiego na 27. Koszalińskim Festiwalu Debiutów Filmowych „Młodzi i Film” (2008). Laureatka Kryształowego Dzika, nagrody za twórczą współpracę aktora z reżyserem na 6. Festiwalu Reżyserii Filmowej w Świdnicy (2013). Otrzymała główną nagrodę za rolę Żony w przedstawieniu Teatru Telewizji, Ich czworo Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Marcina Wrony na 16. Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej „Dwa Teatry” w Sopocie (2016).
Dwukrotna laureatka Telekamery dla najlepszej aktorki (2004, 2005), laureatka Złotej Kaczki dla najlepszej aktorki (2004), wyróżniona tytułem „Najlepsza polska aktorka” w plebiscycie czytelników „Super Expressu” (2005).

Odznaczona Brązowym Medalem Zasłużony Kulturze – Gloria Artis (2015) oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2016).

 

Promocja książki Łukasza Maciejewskiego odbędzie się z udziałem Małgorzaty Kożuchowskiej. Szczere rozmowy autora z najważniejszymi polskimi aktorkami, które po raz pierwszy tak otwarcie opowiadają o swoich najszczęśliwszych i najtrudniejszych doświadczeniach. Bohaterki Maciejewskiego zdradzają kulisy swojej kariery, dzielą się wspomnieniami, szczerze opowiadają o wzlotach i upadkach.

Łukasz Maciejewski – filmoznawca, krytyk filmowy i teatralny, wykładowca Szkoły Filmowej w Łodzi, członek Europejskiej Akademii Filmowej, Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych (AICT) oraz Federacji Krytyków Filmowych (Fipresci). Dyrektor artystyczny 8. Grand Prix Komeda w Ostrowie Wielkopolskim, dyrektor programowy festiwalu ,,Kino na Granicy” w Cieszynie. Wykładowca, juror, moderator, organizator kilkuset festiwali filmowych, laureat wielu nagród i wyróżnień dziennikarskich.

Afisz Spotkanie z Małgorzatą Kożuchowską | 9. Grand Prix Komeda online

Marcin Wasilewski Trio | 9. Grand Prix Komeda | online
28-11-2020
Rozwiń

Marcin Wasilewski Trio | 9. Grand Prix Komeda | online

Data: sobota, 28.11.2020, godz. 19:00
Miejsce: Ostrowskie Centrum Kultury


wydarzenie prezentowane online
na facebooku i naszym kanale youtube: Ostrowskie Centrum Kultury

Marcin Wasilewski Trio w składzie: Marcin Wasilewski – fortepian, Sławomir Kurkiewicz – kontrabas oraz Michał Miskiewicz – perkusja to niekwestionowana gwiazda polskiego jazzu. Zespół jest uznawany przez międzynarodowych krytyków za jedną z najwybitniejszych i najbardziej unikalnych formacji jazzowych swojego pokolenia nie tylko w Europie, ciesząc się jednocześnie uznaniem fanów jazzu na całym świecie. To jeden z naszych skarbów narodowych i najbardziej znane na świecie polskie trio jazzowe. Od lat nagrywają dla prestiżowej wytwórni ECM Records z Monachium.

W roku 2019 muzycy obchodzili 25 lat współpracy artystycznej, co zbiegło się z wieloma koncertami z okazji 50 rocznicy założenia przez Manfreda Eichera wytwórni ECM Records. Przez 15 lat byli oklaskiwanymi towarzyszami wielkiego Tomasza Stańki w jego Kwartecie, nagrywając trzy albumy dla ECM Records i koncertując na całym świecie. Jak powiedział sam Tomasz Stańko „… w całej historii polskiego jazzu nigdy nie mieliśmy takiego zespołu jak ten. Ci muzycy zadziwiają mnie każdego dnia. Po prostu stają się coraz lepsi”.

Muzycy mający własny bardzo bogaty dorobek płytowy oraz liczne kooperacje z gwiazdami światowego jazzu – w Trio (Charles Lloyd, Joe Lovano, Nils Petter Molvaer), czy osobno (Branford Marsalis, Jan Garbarek, Manu Katche, Al Foster, Arild Andersen i wielu innych) znajdują się we wzrastającym momencie swojej kariery.

W ankiecie prestiżowego amerykańskiego magazynu jazzowego Down Beat, dwukrotnie (w 2005 i 2011 roku) został uznany za wschodzącą gwiazdę światowej pianistyki jazzowej. Ma na swoim koncie wiele nagród polskich i międzynarodowych, m.in. pięć statuetek FRYDERYKA w kategorii Najlepszy Muzyk Jazzowy Roku (2005, 2009, 2012, 2015, 2019) oraz 4statuetki FRYDERYKA – wspólnie z kolegami z Tria- w kategorii Najlepszy Album Roku (2005, 2009, 2015 i 2019), co czyni go najczęściej nagradzanym statuetką Fryderyka muzykiem jazzowym w Polsce.

www.marcinwasilewskitrio.com
www.facebook.com/marcinwasilewskitrio.official
www.instagram.com/marcin_wasilewski_trio/
www.ecmrecords.com

 Afisz Marcin Wasilewski TRIO

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.x